W miniony weekend rozpoczynałem zajęcia na nowej uczelni. Dobijający był rozkład zajęć. Zarówno w sobotę, jak i w niedzielę zaczynałem zajęcia o 7.45, przez co miałem pobudkę o 4.30! Tragedia! Dodatkowo w niedzielę, miałem kończyć zajęcia o 20.30, co przy takim rozkładzie pksów jaki jest, spowodowałoby, że w domu byłbym... dopiero w poniedziałek...
Już w piątek czułem, że to będzie najgorszy i najtrudniejszy weekend w moim życiu... Na całej uczelni, na parę tysięcy ludzi znałem... jedną osobę! Nie wspominam już nawet o tym, że w ogóle nie znałem budynków i rozkładów sal...
Pierwsze spotkanie organizacyjne miałem w piątek. Cóż, na pierwszy rzut oka uczelnia zrobiła dobre wrażenie: klima w sali, a w dziekanacie pomimo, że czas pracy pań tam pracujących minął, wydano mi legitymację (i to bez złośliwości, głupich min, czy jakichś uwag!).
W sobotę pobudka o tej nieszczęsnej 4:30 i wyjazd na uczelnie. Pierwszy wykład, małe zamieszanie z salami... a później zaczął się mój zakręcony dzień :). Poszedłem na ćwiczenia. Początkowo zaczęły mi się zamykać oczy, ale to trwało tylko do momentu kiedy zostałem poproszony o rozwiązanie zadania. Od razu się obudziłem i zadanko rozwiązałem prawidłowo. Pani doktor powiedziała, żebym po zajęciach podszedł do niej, to dostanę punkty za aktywność. Tak też zrobiłem... i okazało się, że byłem na złej grupie ćwiczeniowej :D. Pani doktor okazała się jednak wyrozumiała, a że z nią i tak miałem zajęcia, aktywność uznała, a na moje prawidłowe zajęcia nie kazała przychodzić. Tak więc, wydawało mi się, że mam 2,5 godz przerwy. Cóż, tylko mi się tak wydawało.. Niestety spostrzegłem się o tym za późno i przegapiłem inne moje ćwiczenia. Aby jednak nie mieć nieobecności stwierdziłem, że znowu pójdę na jakąś inną grupę. Tak też zrobiłem i kolejna pani doktor okazała się wyrozumiała dając mi wpisać się na listę obecności :). Na sam koniec mojego sobotniego zjazdu ponownie poszedłem na wykład zupełnie innej grupy. Tym razem jednak celowo... ale o tym później.... Zajęcia skończyły się dosyć późno, bo aż o 18.45.. Poszedłem na mpk... Doszedłem do przystanku, patrzę, a tu podjeżdża 9. Wydawało mi się, że mam jechać 19, ale w sumie to już było późno i byłem zmęczony... Pewnie pomyśleliście, że wsiadłem. Nie :). Nauczony moimi doświadczeniami z nocnym zwiedzaniem Krakowa w sylwestra (2,5 godz chodzenia samemu po mieście i szukania drogi do domu.. oraz prawie wizyta na komisariacie :D), wolałem popatrzeć na rozkład.. Jak się okazało z tego przystanku jechała i 9 i 19 :). Zadowolony, że nie wsiadłem do 9, patrzę na zegarek (18.50) i na rozkład (odjazd 19 o 18:48). Słyszę dziwny dźwięk za sobą, a tu... 19 podjechała :). Wsiadłem, pojechałem pod UW, wysiadłem, dochodzę do pasów, a tu światła zmieniły się na zielone. Idę na dworzec, a tam stoi Jasło. Wydawało mi się, że to pośpieszny, więc powoli poszedłem zobaczyć na rozkład.. i okazało się, że to jednak nie pośpieszny... więc biegiem i jazda do domu:).
W niedziele ponownie pobudka o 4.30. O 6 poszedłem na przystanek. Co się okazało, bus którym jechałem w sobotę, nie jechał w niedzielę! Pks o 6.30 też nie jechał! W wyniku tego spóźniłem się i nie poszedłem na pierwszą część pierwszego wykładu.. Cóż, później się okazało... że szkoda, że nie spóźniłem się na cały wykład :D. Później na uczelni atrakcji już nie miałem. Na zajęcia grzecznie chodziłem i integrowałem się z moją grupą, poznałem kilkoro fajnych ludzi... no i z dwiema dziewczynami można powiedzieć, że założyliśmy paczkę ;). Zajęcia skończyłem po 16. Dlaczego tak? A no dlatego, że w sobotę poszedłem dodatkowo na wykład, na inną grupę i miałem go już zaliczonego :). Później normalnie na pksa. Na stacji akurat stało Jasło. Wchodzę do autobusu i mówię, że proszę do Dobrzechowa, a kierowca na to, że nie ma do Dobrzechowa. Pytam więc czy to pośpieszny. A on mi: "pośpieszny?! pierwszy raz jedziesz?!", no to się odwróciłem i wychodząc odburknąłem, że "pierwszy". Kiedy już wychodziłem z autobusu, kierowca woła do mnie "to jedziesz czy nie?! przecież nie zostawię Cię tu, żeby Cię miały jakieś wilki zjeść". Oczywiście cały autobus, włącznie ze mną, ryknął śmiechem, a kierowca zgodził się wysadzić mnie w mojej miejscowości :). Widać kierowca miał dobry humor, gdyż później autobus jeszcze kilkakrotnie wybuchał śmiechem, ale już nie z mojego powodu :).
Tak więc weekend miał być "najgorszy", a okazał się fajny :). Aż odżyłem po tym zjeździe.. lepiej się czuję i mam dobry humor :). Praktycznie chciałem tutaj poruszyć jednak inny temat. Na początku powiem jednak, że rutyna niszczy i czasami coś nowego, nowe znajomości, nowe otoczenie potrafi dać wiele radości.
I to jest właśnie sens tego tematu! Dajmy szansę czemuś nowemu. Nie skreślajmy niczego tylko dlatego, że jest inne niż nasze wyobrażenia, że jest inne niż to do czego przyzwyczailiśmy się. O co mi chodzi? Oczywiście o wybory...
21 października, po ogłoszeniu wyników dostaję od kolegi smsa, którego treść pozwolę sobie przytoczyć "***** ***" (treść niecenzuralna została wygwiazdkowana). Następnego dnia słyszę w tv jak jeden z posłów obecnego rządu wylicza czego nowy rząd nie zrobi. Kolejnego dnia to samo słyszę od kolejnych dwóch osób... Tak sobie pomyślałem: "ludzie! PO jeszcze nie zaczęło rządzić a Wy już ich rozliczacie!". To jest dla mnie nie zrozumiałe! PiS rządził dwa lata. Jak politycy tej partii twierdzą, ich program został opracowany na 8 lat, a rządzili przez 2, więc nie mogli go zrealizować... sami jednak rozliczają PO po 1 dniu od wyborów... Heh, nie rozumiem tego. Nie spodobało mi się również to co powiedział premier po ogłoszeniu wyników. Tusk mówił, że chce, aby wszystkim było lepiej, również jego przeciwnikom, a zakończył swoją wypowiedź zdaniami o miłości.. Premier natomiast zaczął mówić, jak to wszyscy byli przeciwko rządowi...itd Zastanawiam się skąd takie coś się wzięło... Szok!
Na sam koniec chciałbym powiedzieć parę zdań o tym co się stało w Polsce od 01.05.2004.
Pozwolę sobie przytoczyć część pracy, którą napisałem na początku 2004 roku pt. "Polska na drodze do Unii Europejskiej":
Jakich korzyści oczekują Polacy po wstąpieniu w Struktury Europejskie?
(wymieniam tylko niektóre - najważniejsze)
- pobudzenia rozwoju gospodarczego kraju - poprawy warunków życia,
- ułatwień handlowych, likwidacji ceł, swobodnego przepływu towarów, usług, kapitału, osób,
- dostępu do funduszy Unii (kredyty, pożyczki),
- napływu nowych inwestycji i technologii,
- osiedlania się i podejmowania pracy w krajach Unii Europejskiej.
Do opracowania mojej pracy przeprowadziłem wtedy badania. Jak się okazało do integracji z UE najczęściej ankietowanych przekonywało:
- możliwość pracy w UE 57,8%,
- możliwość kształcenia za granicą 40,8%,
- otwarcie rynków zagranicznych na polskie towary 27,1 %
- rozwój polskich przedsiębiorstw dzięki pieniądzom zagranicznych inwestorów 27,1 %.
Wśród ankietowanych swoje plany z UE wiązało 54 % ankietowanych. Wśród nich można wyróżnić:
- dobra praca w kraju lub za granicą 86%,
- możliwość kształcenia za granicą 28%,
- wyjazd za granicę 11%.
Ankieta została przeprowadzona w ZS w Strzyżowie.
Całą pracę zakończyłem zdaniem: "Wnioskować zatem należy, iż świadomie prowadzone działania w zakresie integracji europejskiej, skutecznie wpłyną, w perspektywie następnych lat, na rozwój polskiej gospodarki i poprawę stopy życiowej obywateli."
Tak właśnie jest!
Do czego zmierzam? Ano do tego, żebyśmy racjonalnie podeszli do tego, skąd te zmiany w naszym kraju w ciągu kilku ostatnich lat.
Nasi rodacy wyjechali z naszego kraju, dlatego się zmniejszyło bezrobocie. Pracujący za granicą sprowadzają do Polski kapitał, nasze firmy eksportują za granicę polskie towary, aby nasi rodacy mieli do nich dostęp... Powstało wiele nowych firm, bo dostaliśmy na nie dotacje itd itd... to co napisałem tutaj to wszystko oczywiście jest w dużym uproszczeniu.
Ogólnie, myślę, że sami wyciągniecie wnioski z tego co tutaj napisałem i z tego co to miało oznaczać. Nasz kraj się rozwija i będzie rozwijał!
Pozdrawiam
___________________________
Małgorzata Ostrowska-Rzeka we mnie
Już w piątek czułem, że to będzie najgorszy i najtrudniejszy weekend w moim życiu... Na całej uczelni, na parę tysięcy ludzi znałem... jedną osobę! Nie wspominam już nawet o tym, że w ogóle nie znałem budynków i rozkładów sal...
Pierwsze spotkanie organizacyjne miałem w piątek. Cóż, na pierwszy rzut oka uczelnia zrobiła dobre wrażenie: klima w sali, a w dziekanacie pomimo, że czas pracy pań tam pracujących minął, wydano mi legitymację (i to bez złośliwości, głupich min, czy jakichś uwag!).
W sobotę pobudka o tej nieszczęsnej 4:30 i wyjazd na uczelnie. Pierwszy wykład, małe zamieszanie z salami... a później zaczął się mój zakręcony dzień :). Poszedłem na ćwiczenia. Początkowo zaczęły mi się zamykać oczy, ale to trwało tylko do momentu kiedy zostałem poproszony o rozwiązanie zadania. Od razu się obudziłem i zadanko rozwiązałem prawidłowo. Pani doktor powiedziała, żebym po zajęciach podszedł do niej, to dostanę punkty za aktywność. Tak też zrobiłem... i okazało się, że byłem na złej grupie ćwiczeniowej :D. Pani doktor okazała się jednak wyrozumiała, a że z nią i tak miałem zajęcia, aktywność uznała, a na moje prawidłowe zajęcia nie kazała przychodzić. Tak więc, wydawało mi się, że mam 2,5 godz przerwy. Cóż, tylko mi się tak wydawało.. Niestety spostrzegłem się o tym za późno i przegapiłem inne moje ćwiczenia. Aby jednak nie mieć nieobecności stwierdziłem, że znowu pójdę na jakąś inną grupę. Tak też zrobiłem i kolejna pani doktor okazała się wyrozumiała dając mi wpisać się na listę obecności :). Na sam koniec mojego sobotniego zjazdu ponownie poszedłem na wykład zupełnie innej grupy. Tym razem jednak celowo... ale o tym później.... Zajęcia skończyły się dosyć późno, bo aż o 18.45.. Poszedłem na mpk... Doszedłem do przystanku, patrzę, a tu podjeżdża 9. Wydawało mi się, że mam jechać 19, ale w sumie to już było późno i byłem zmęczony... Pewnie pomyśleliście, że wsiadłem. Nie :). Nauczony moimi doświadczeniami z nocnym zwiedzaniem Krakowa w sylwestra (2,5 godz chodzenia samemu po mieście i szukania drogi do domu.. oraz prawie wizyta na komisariacie :D), wolałem popatrzeć na rozkład.. Jak się okazało z tego przystanku jechała i 9 i 19 :). Zadowolony, że nie wsiadłem do 9, patrzę na zegarek (18.50) i na rozkład (odjazd 19 o 18:48). Słyszę dziwny dźwięk za sobą, a tu... 19 podjechała :). Wsiadłem, pojechałem pod UW, wysiadłem, dochodzę do pasów, a tu światła zmieniły się na zielone. Idę na dworzec, a tam stoi Jasło. Wydawało mi się, że to pośpieszny, więc powoli poszedłem zobaczyć na rozkład.. i okazało się, że to jednak nie pośpieszny... więc biegiem i jazda do domu:).
W niedziele ponownie pobudka o 4.30. O 6 poszedłem na przystanek. Co się okazało, bus którym jechałem w sobotę, nie jechał w niedzielę! Pks o 6.30 też nie jechał! W wyniku tego spóźniłem się i nie poszedłem na pierwszą część pierwszego wykładu.. Cóż, później się okazało... że szkoda, że nie spóźniłem się na cały wykład :D. Później na uczelni atrakcji już nie miałem. Na zajęcia grzecznie chodziłem i integrowałem się z moją grupą, poznałem kilkoro fajnych ludzi... no i z dwiema dziewczynami można powiedzieć, że założyliśmy paczkę ;). Zajęcia skończyłem po 16. Dlaczego tak? A no dlatego, że w sobotę poszedłem dodatkowo na wykład, na inną grupę i miałem go już zaliczonego :). Później normalnie na pksa. Na stacji akurat stało Jasło. Wchodzę do autobusu i mówię, że proszę do Dobrzechowa, a kierowca na to, że nie ma do Dobrzechowa. Pytam więc czy to pośpieszny. A on mi: "pośpieszny?! pierwszy raz jedziesz?!", no to się odwróciłem i wychodząc odburknąłem, że "pierwszy". Kiedy już wychodziłem z autobusu, kierowca woła do mnie "to jedziesz czy nie?! przecież nie zostawię Cię tu, żeby Cię miały jakieś wilki zjeść". Oczywiście cały autobus, włącznie ze mną, ryknął śmiechem, a kierowca zgodził się wysadzić mnie w mojej miejscowości :). Widać kierowca miał dobry humor, gdyż później autobus jeszcze kilkakrotnie wybuchał śmiechem, ale już nie z mojego powodu :).
Tak więc weekend miał być "najgorszy", a okazał się fajny :). Aż odżyłem po tym zjeździe.. lepiej się czuję i mam dobry humor :). Praktycznie chciałem tutaj poruszyć jednak inny temat. Na początku powiem jednak, że rutyna niszczy i czasami coś nowego, nowe znajomości, nowe otoczenie potrafi dać wiele radości.
I to jest właśnie sens tego tematu! Dajmy szansę czemuś nowemu. Nie skreślajmy niczego tylko dlatego, że jest inne niż nasze wyobrażenia, że jest inne niż to do czego przyzwyczailiśmy się. O co mi chodzi? Oczywiście o wybory...
21 października, po ogłoszeniu wyników dostaję od kolegi smsa, którego treść pozwolę sobie przytoczyć "***** ***" (treść niecenzuralna została wygwiazdkowana). Następnego dnia słyszę w tv jak jeden z posłów obecnego rządu wylicza czego nowy rząd nie zrobi. Kolejnego dnia to samo słyszę od kolejnych dwóch osób... Tak sobie pomyślałem: "ludzie! PO jeszcze nie zaczęło rządzić a Wy już ich rozliczacie!". To jest dla mnie nie zrozumiałe! PiS rządził dwa lata. Jak politycy tej partii twierdzą, ich program został opracowany na 8 lat, a rządzili przez 2, więc nie mogli go zrealizować... sami jednak rozliczają PO po 1 dniu od wyborów... Heh, nie rozumiem tego. Nie spodobało mi się również to co powiedział premier po ogłoszeniu wyników. Tusk mówił, że chce, aby wszystkim było lepiej, również jego przeciwnikom, a zakończył swoją wypowiedź zdaniami o miłości.. Premier natomiast zaczął mówić, jak to wszyscy byli przeciwko rządowi...itd Zastanawiam się skąd takie coś się wzięło... Szok!
Na sam koniec chciałbym powiedzieć parę zdań o tym co się stało w Polsce od 01.05.2004.
Pozwolę sobie przytoczyć część pracy, którą napisałem na początku 2004 roku pt. "Polska na drodze do Unii Europejskiej":
Jakich korzyści oczekują Polacy po wstąpieniu w Struktury Europejskie?
(wymieniam tylko niektóre - najważniejsze)
- pobudzenia rozwoju gospodarczego kraju - poprawy warunków życia,
- ułatwień handlowych, likwidacji ceł, swobodnego przepływu towarów, usług, kapitału, osób,
- dostępu do funduszy Unii (kredyty, pożyczki),
- napływu nowych inwestycji i technologii,
- osiedlania się i podejmowania pracy w krajach Unii Europejskiej.
Do opracowania mojej pracy przeprowadziłem wtedy badania. Jak się okazało do integracji z UE najczęściej ankietowanych przekonywało:
- możliwość pracy w UE 57,8%,
- możliwość kształcenia za granicą 40,8%,
- otwarcie rynków zagranicznych na polskie towary 27,1 %
- rozwój polskich przedsiębiorstw dzięki pieniądzom zagranicznych inwestorów 27,1 %.
Wśród ankietowanych swoje plany z UE wiązało 54 % ankietowanych. Wśród nich można wyróżnić:
- dobra praca w kraju lub za granicą 86%,
- możliwość kształcenia za granicą 28%,
- wyjazd za granicę 11%.
Ankieta została przeprowadzona w ZS w Strzyżowie.
Całą pracę zakończyłem zdaniem: "Wnioskować zatem należy, iż świadomie prowadzone działania w zakresie integracji europejskiej, skutecznie wpłyną, w perspektywie następnych lat, na rozwój polskiej gospodarki i poprawę stopy życiowej obywateli."
Tak właśnie jest!
Do czego zmierzam? Ano do tego, żebyśmy racjonalnie podeszli do tego, skąd te zmiany w naszym kraju w ciągu kilku ostatnich lat.
Nasi rodacy wyjechali z naszego kraju, dlatego się zmniejszyło bezrobocie. Pracujący za granicą sprowadzają do Polski kapitał, nasze firmy eksportują za granicę polskie towary, aby nasi rodacy mieli do nich dostęp... Powstało wiele nowych firm, bo dostaliśmy na nie dotacje itd itd... to co napisałem tutaj to wszystko oczywiście jest w dużym uproszczeniu.
Ogólnie, myślę, że sami wyciągniecie wnioski z tego co tutaj napisałem i z tego co to miało oznaczać. Nasz kraj się rozwija i będzie rozwijał!
Pozdrawiam
___________________________
Małgorzata Ostrowska-Rzeka we mnie

0 komentarze:
Prześlij komentarz