Tak, jak wcześniej już pisałem, od grudnia zaczynam pracę. Pozostały jeszcze do załatwienia formalności. Dzisiaj pojechałem zawieźć do banku kwestionariusz osobowy. Na kwestionariuszu było jednak miejsce na zdjęcie... którego nie miałem czym przykleić. Tak, więc będąc już w Strzyżowie, musiałem kupić jeszcze klej... Poszedłem do sklepu...
W sklepie był sprzedawca i ktoś kto zajmował się towarem, jeden klient i ja. Klientem był jakiś starszy pan. Przytoczę Wam mniej więcej rozmowę... Starszy pan mówi do sprzedawcy: "poproszę płyn do kąpania", sprzedawca bierze jakiś płyn, pokazuje pytając "ten?", na co starszy pan "ale ten płyn będzie do kąpania ubrań?" :D. Sprzedawca zgłupiał (ja zresztą też ;)), no ale zareagował na to pytaniem "czyli płyn do płukania ubrań?", na co starszy pan "tak, tak płyn do kąpania ubrań, tzn płyn do kąpania ubrań, tzn ten tak, ten". Ja się zacząłem jeszcze bardziej uśmiechać, sprzedawca zresztą też. Pan zapłacił, a sprzedawca zapytał co mi trzeba. Mówię więc, że potrzebuję klej do papieru taki, żeby zdjęcie przykleić... A wtedy zbierający się starszy pan, mówi do mnie "Panie tam i tam [nie wiem dokładnie gdzie (byłem zbyt zaskoczony, żeby zapamiętać) , dlatego napisałem "tam i tam"] jest taki świetny klej, wszystko pan nim przykleisz", ja mówię do gościa "ale mi trzeba tylko, żeby zdjęcie przykleić", na co gość "tak, ale ja tylko panu mówię, że tam jest taki świetny klej, że przykleisz pan co tylko chcesz". Zapłaciłem w końcu za ten i wychodzę, a ze mną wychodzi starszy pan i dalej swoje "panie tam jest taki świetny klej, kosztuje tylko 4,50 a wszystko pan przykleisz i drewno i metal i co tylko pan chcesz", na co ja już lekko podk**** mówię "panie, ale ja chcę tylko zdjęcie przykleić!", na co starszy pan "tak, ale ja tylko tak mówię, że tam jest taki świetny klej..." już nie dałem mu skończyć, przerwałem mu mówiąc, że bardzo mu dziękuję za świetną radę, na pewno skorzystam i poszedłem... gość jeszcze coś pomruczał pod nosem o tym kleju, ale już nie wiem co ;)... miałem dość ;).
Przytoczę Wam fragmenty z Newsweeka nr 46/2007 z dnia 18.11.2007, autor: Luiza Łuniewska, tytuł: "Patrz na mnie i wstydź się!", str. 92.
Fragment 1:
" Powiedzieć, że Polacy są nacją obrażalską, jest rzeczą wielce ryzykowną. Bo wiadomo, jeśli są - to się obrażą, jeśli się nie obrażą - znaczy bzdura"
Fragment 2:
"Obrażanie się oznacza: naruszyłeś moje dobro. Postąpiłeś nie po mojej myśli. Nie mogę nic innego zrobić, więc stanę się pomniczkiem mojej krzywdy. Patrz na mnie i wstydź się! - tłumaczy psycholog Tatiana Ostaszewska-Mosak. Gdy dojrzewamy coraz mniej się obrażamy. Stajemy się wrażliwsi na innych, potrafimy lepiej wczuć się w ich położenie. Z obrażania należy wyrosnąć, bo jest oznaką infantylności. Gdy dorastamy, zastępujemy je np. mediacją.
W język polskim czasownik "obrażać" ma dwa znaczenia: funkcjonuje jako określenie czynności - obrazić kogoś, i skutków psychologicznych - obrazić się. Akcji i reakcji. - Obrażanie ma wymiar trochę symboliczny. Obrazić można kogoś na dziesiątki sposobów: słowem, gestem, miną, a nawet przez zaniechanie, czyli nie zrobiwszy lub nie powiedziawszy czegoś - tłumaczy dr Waldemar Kuligowski, antropolog z UAM w Poznaniu."
Fragment 3:
"Pewien mąż poczuł się obrażony treścią SMS-a w telefonie żony. "Jest posłuszny. Wybrzydza przy jedzeniu. Rujnuje meble. Wiecznie bałagani. Ostatnio zrobił się bezczelny." Mężczyzna po przeczytaniu tej krótkiej, ale treściwej informacji, wziął zarzuty do siebie, po czym pobił żonę, nie słuchając jej tłumaczeń. Wszystko wyjaśniło się dopiero na posterunku policji. Kobieta miała na myśli psa."
W artykule tym przytoczono również kilka wypowiedzi dzieci.
Anielka, 5 lat:
"Jak się dziecko obraża, to się mówi, że obrażalski i beksa, a jak duży, to do razu wszyscy się przejmują".
Patryk, 5 lat:
"Wiem, czemu Kaczyńscy się obrazili - bo wszyscy wołali na nich kaczki i wołali kwa, kwa. Kto, się przezywa, tak samo się nazywa".
Kasia, 4 lata:
"A niektóre dzieci, jak się obrażą, to pokazują innym język. Ja też pokazuję, ale ja wtedy mam rację".
Leon, 6 lat:
"Jak ktoś się obrazi to można go przeprosić. Koledze można powiedzieć: no chodź się z nami bawić, i on już nie jest obrażony. A jak się dorosły obrazi, to już się trzeba poprzymilać".
Antoś, 5 lat:
"Jak się obrażę, to siedzę smutny. Przychodzi mama, a ja nic. Mama mówi, Antek, nie obrażaj się, a ja nic. Mama mówi, Antek, chodźmy z Baksem na spacer, a ja nic. To mama przychodzi i mówi, Antoś, a jajo niespodziankę chcesz? I ja się wtedy nie obrażam".
W gruncie rzeczy, tak jak przedstawiono w tym artykule, tak jest. Kategorie przyjaźni, miłości, partnerstwa rysujemy poprzez to, że ktoś nam nie odpisał na smsa, nie odpuścił sygnału, nie odpisał na maila, czy po prostu nie zagadał do nas, gdy my często zagadujemy... Ech, niekiedy przechodzi to w paranoje...
Podobnie rzecz ma się z "nudą". Często, gdy ktoś nam powie "nudzę się, może się spotkamy" lub "piszę do Ciebie bo się nudzę", my często odbieramy to ze złością uważając, że ktoś nas traktuje jak lekarstwo na zabicie nudy, że tak to się nawet nie odezwie, a tylko jak się nudzi to wtedy znajdzie dla nas czas itd itd
Chciałem tutaj powiedzieć, żeby tego tak do końca nie odbierać negatywnie. Często mówiąc "nudzę się", chce się po prostu powiedzieć "lubię Cię, stęskniłem się i dlatego chciałem z Tobą porozmawiać". "Nudzę się" jednak łatwiej przechodzi czasami przez gardło ;). Ponadto, czasami jest tak, że ma się 1000 spraw na głowie, ale szukając pretekstu, żeby napisać, spotkać się czy pogadać, zaczyna się rozmowę od "nie mam co robić", czy "nudzę się". Po prostu, czasami inaczej się mówi, a inaczej czuje. Ogólnie uważam jednak, że mówiąc "nudzę się" ma się bardziej na myśli "chciałbym tą chwilę spędzić z tobą i tylko tobą", a nie "jesteś ostatnią osobą, która mi została". Rzecz się w głównej mierze tyczy stosunków damsko-męskich z podtekstem ;).
W sklepie był sprzedawca i ktoś kto zajmował się towarem, jeden klient i ja. Klientem był jakiś starszy pan. Przytoczę Wam mniej więcej rozmowę... Starszy pan mówi do sprzedawcy: "poproszę płyn do kąpania", sprzedawca bierze jakiś płyn, pokazuje pytając "ten?", na co starszy pan "ale ten płyn będzie do kąpania ubrań?" :D. Sprzedawca zgłupiał (ja zresztą też ;)), no ale zareagował na to pytaniem "czyli płyn do płukania ubrań?", na co starszy pan "tak, tak płyn do kąpania ubrań, tzn płyn do kąpania ubrań, tzn ten tak, ten". Ja się zacząłem jeszcze bardziej uśmiechać, sprzedawca zresztą też. Pan zapłacił, a sprzedawca zapytał co mi trzeba. Mówię więc, że potrzebuję klej do papieru taki, żeby zdjęcie przykleić... A wtedy zbierający się starszy pan, mówi do mnie "Panie tam i tam [nie wiem dokładnie gdzie (byłem zbyt zaskoczony, żeby zapamiętać) , dlatego napisałem "tam i tam"] jest taki świetny klej, wszystko pan nim przykleisz", ja mówię do gościa "ale mi trzeba tylko, żeby zdjęcie przykleić", na co gość "tak, ale ja tylko panu mówię, że tam jest taki świetny klej, że przykleisz pan co tylko chcesz". Zapłaciłem w końcu za ten i wychodzę, a ze mną wychodzi starszy pan i dalej swoje "panie tam jest taki świetny klej, kosztuje tylko 4,50 a wszystko pan przykleisz i drewno i metal i co tylko pan chcesz", na co ja już lekko podk**** mówię "panie, ale ja chcę tylko zdjęcie przykleić!", na co starszy pan "tak, ale ja tylko tak mówię, że tam jest taki świetny klej..." już nie dałem mu skończyć, przerwałem mu mówiąc, że bardzo mu dziękuję za świetną radę, na pewno skorzystam i poszedłem... gość jeszcze coś pomruczał pod nosem o tym kleju, ale już nie wiem co ;)... miałem dość ;).
Przytoczę Wam fragmenty z Newsweeka nr 46/2007 z dnia 18.11.2007, autor: Luiza Łuniewska, tytuł: "Patrz na mnie i wstydź się!", str. 92.
Fragment 1:
" Powiedzieć, że Polacy są nacją obrażalską, jest rzeczą wielce ryzykowną. Bo wiadomo, jeśli są - to się obrażą, jeśli się nie obrażą - znaczy bzdura"
Fragment 2:
"Obrażanie się oznacza: naruszyłeś moje dobro. Postąpiłeś nie po mojej myśli. Nie mogę nic innego zrobić, więc stanę się pomniczkiem mojej krzywdy. Patrz na mnie i wstydź się! - tłumaczy psycholog Tatiana Ostaszewska-Mosak. Gdy dojrzewamy coraz mniej się obrażamy. Stajemy się wrażliwsi na innych, potrafimy lepiej wczuć się w ich położenie. Z obrażania należy wyrosnąć, bo jest oznaką infantylności. Gdy dorastamy, zastępujemy je np. mediacją.
W język polskim czasownik "obrażać" ma dwa znaczenia: funkcjonuje jako określenie czynności - obrazić kogoś, i skutków psychologicznych - obrazić się. Akcji i reakcji. - Obrażanie ma wymiar trochę symboliczny. Obrazić można kogoś na dziesiątki sposobów: słowem, gestem, miną, a nawet przez zaniechanie, czyli nie zrobiwszy lub nie powiedziawszy czegoś - tłumaczy dr Waldemar Kuligowski, antropolog z UAM w Poznaniu."
Fragment 3:
"Pewien mąż poczuł się obrażony treścią SMS-a w telefonie żony. "Jest posłuszny. Wybrzydza przy jedzeniu. Rujnuje meble. Wiecznie bałagani. Ostatnio zrobił się bezczelny." Mężczyzna po przeczytaniu tej krótkiej, ale treściwej informacji, wziął zarzuty do siebie, po czym pobił żonę, nie słuchając jej tłumaczeń. Wszystko wyjaśniło się dopiero na posterunku policji. Kobieta miała na myśli psa."
W artykule tym przytoczono również kilka wypowiedzi dzieci.
Anielka, 5 lat:
"Jak się dziecko obraża, to się mówi, że obrażalski i beksa, a jak duży, to do razu wszyscy się przejmują".
Patryk, 5 lat:
"Wiem, czemu Kaczyńscy się obrazili - bo wszyscy wołali na nich kaczki i wołali kwa, kwa. Kto, się przezywa, tak samo się nazywa".
Kasia, 4 lata:
"A niektóre dzieci, jak się obrażą, to pokazują innym język. Ja też pokazuję, ale ja wtedy mam rację".
Leon, 6 lat:
"Jak ktoś się obrazi to można go przeprosić. Koledze można powiedzieć: no chodź się z nami bawić, i on już nie jest obrażony. A jak się dorosły obrazi, to już się trzeba poprzymilać".
Antoś, 5 lat:
"Jak się obrażę, to siedzę smutny. Przychodzi mama, a ja nic. Mama mówi, Antek, nie obrażaj się, a ja nic. Mama mówi, Antek, chodźmy z Baksem na spacer, a ja nic. To mama przychodzi i mówi, Antoś, a jajo niespodziankę chcesz? I ja się wtedy nie obrażam".
W gruncie rzeczy, tak jak przedstawiono w tym artykule, tak jest. Kategorie przyjaźni, miłości, partnerstwa rysujemy poprzez to, że ktoś nam nie odpisał na smsa, nie odpuścił sygnału, nie odpisał na maila, czy po prostu nie zagadał do nas, gdy my często zagadujemy... Ech, niekiedy przechodzi to w paranoje...
Podobnie rzecz ma się z "nudą". Często, gdy ktoś nam powie "nudzę się, może się spotkamy" lub "piszę do Ciebie bo się nudzę", my często odbieramy to ze złością uważając, że ktoś nas traktuje jak lekarstwo na zabicie nudy, że tak to się nawet nie odezwie, a tylko jak się nudzi to wtedy znajdzie dla nas czas itd itd
Chciałem tutaj powiedzieć, żeby tego tak do końca nie odbierać negatywnie. Często mówiąc "nudzę się", chce się po prostu powiedzieć "lubię Cię, stęskniłem się i dlatego chciałem z Tobą porozmawiać". "Nudzę się" jednak łatwiej przechodzi czasami przez gardło ;). Ponadto, czasami jest tak, że ma się 1000 spraw na głowie, ale szukając pretekstu, żeby napisać, spotkać się czy pogadać, zaczyna się rozmowę od "nie mam co robić", czy "nudzę się". Po prostu, czasami inaczej się mówi, a inaczej czuje. Ogólnie uważam jednak, że mówiąc "nudzę się" ma się bardziej na myśli "chciałbym tą chwilę spędzić z tobą i tylko tobą", a nie "jesteś ostatnią osobą, która mi została". Rzecz się w głównej mierze tyczy stosunków damsko-męskich z podtekstem ;).

2 komentarze:
Hehehe, Kaczyńscy wcale się nie obrazili, oni siedzą cicho bo im głupio ;)
Kwa, kwa ;D
witam - temu panu chodzilo o plyn do prania ubran - czasami nie pierze sie w proszku,tylko w plynie - szczegolnie gdy ubranie jest z delikatnych wlokien; pozdrawiam
Joanna D.
Prześlij komentarz