06 październik 2008

bez tytułu

Życie jest dylematem wyboru. Czasami stając przed pewnym problemem podejmujemy pewną decyzję, decydujemy się na pewien krok. Gdy decyzja już jest podjęta wydarza się coś, co psuje cały ład i porządek całości. Wszystkie przemyślenia szlak trafia i koło zaczyna toczyć się od nowa.

W piątek byłem w Radomiu na przysiędze wojskowej. Do samej przysięgi podchodziłem jak do przemówień na zakończenie roku w szkole - czyli nuda. Okazało się jednak inaczej, a widok tańczącej i grającej orkiestry był fajny :). Wieczorem wybraliśmy się na Galicję. Nie byłem tam już parę lat i miało mnie nie być przez kilka kolejnych.. czego jednak się nie robi dla kolegów. Poszliśmy. W sobotę mieliśmy iść do Combo, jednak moje plany wzięcia samochodu i siedzenia o "suchym pysku" stosunkowo szybko mi przeszły. Przypominają się tutaj stare dobre czasy. Wtedy mówiło się "żeby był samochód", a teraz gdy prawie każdy ma już swój, mówi się "żeby był kierowca" :D.

W pracy spoko. W sumie tak sobie myślę, że powoli realizuje swoje cele. Zawsze chciałem mieć ciekawą pracę, zawsze lubiłem poznawać ludzi i zawsze chciałem chodzić do pracy w garniturze. Kiedyś jednak nie wyobrażałem sobie siebie w takiej roli, a jednak.. Przypomina mi się kolega, który w podstawówce miał problemy z powiedzeniem wierszyka przed klasą, a teraz daje wykłady na uniwerkach ;). Ech, życie jest nieprzewidwalne :).

Ostatnio zacząłem łamać coraz więcej zasad, które kiedyś sobie przyjąłem. I znowu powrót do starych czasów, jak mi ktoś powiedział, że moje ideały pójdą w kąt, że życie mnie nauczy.. Coś w tym jest.. Jednak to nie tak do końca.. Życie uczy najbardziej tego, że czasami trzeba iść na kompromis.. nawet na kompromis z samym sobą..

PS
I co ja zrobię, że mam bzika na punkcie blond... tak już jest i już :D

0 komentarze: