Tak, jak wczoraj pisałem, dzisiejszy dzień był na wydawanie kasy.
W pierwszej fazie zakupów zaplanowany był zakup biurka z tatą. Pojechaliśmy razem do Strzyżowa (oczywiście ja swoim autem a tata swoim :D). Ja pojechałem pierwszy. Podjechałem na parking koło stacji PKP w Strzyżowie, postawiłem auto i czekałem aż tata dojedzie. Przyjechał tata i pokazał mi "wsiadaj do auta". Wsiadłem, zapiąłem pasy i pytam gdzie jedziemy. Tata na to, że do Wojana (czyli z drugiej strony siatki ogrodzeniowej - w sumie aż z 20m :D). Poszliśmy do sklepu pooglądać, ale niestety nie było takiego, które by mi odpowiadało. Powiedziałem, że jedziemy w takim razie do drugiego Wojana. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy.. (czyli praktycznie objechaliśmy jeden budynek dookoła i zaparkowali koło drugiego :D). Tam już zrobiłem zakupy.. i to nic, że pojechałem po biurko a wróciłem z dywanem :D.. Dywan full wypas, pasuje jak ulał do pokoju :D. Po zakupach w Wojanie pojechaliśmy do sklepu motoryzacyjnego.. z 50m dalej :D. Tam opócz filtra, który miałem kupić, kupiłem sobie gaśnicę do auta - 26zł a 5 lat ważności i spokoju... Przypomina mi się jak ostatnio byłem tam kupować akumulator.. Kupiłem z gwarancją na 3 lata.. mimo, że i tak pewnie w przyszłym roku będę zmieniał auto, ale... :). Po zakupach w tym sklepie, stwierdziłem, że pod stację już jakoś dojdę na nogach :D.
Później jeszcze trochę kasy zostawiłem w Strzyżowie na mieście i pojechałem do Wiśńiowej po garnitur. Po drodze wziąłem kuzynkę, żeby pomogła mi wybrać.. A wiadomo jak to z kobietami.. W sklepie weszliśmy na garnitury, pytam się kuzynki, który jej się podoba, pokazała mi jakiś.. Ja tak przyglądam się, odwracam się do niej w celach konsultacji, patrzę a jej już nie ma.. Wiadomo, ta już na spódnicach siedzi :D. W ostatecznym rozrachunku garniaka i tak nie kupiłem, ale za to parę innych rzeczy zamieszkało w mojej szafie :).
Po powrocie do domu w końcu zabrałem się za zrobienie ulotki informacyjnej do pracy.. Pani Lucynka myślę, że będzie zadowolona :).
Później poczytałem trochę... i tak sobie pomyślałem, co bym chciał zrobić, gdybym wiedział, że to ostatni dzień w moim życiu?! W sumie to doszedłem do wniosku, że jest tyle tego wszystkiego.. Tyle rzeczy, które chciałoby się zrobić, a nie robi się, człowiek sobie tłumaczy, że brakuje czasu, pieniędzy itd. Odkłada się marzenia na później.. Czeka się na specjalną okazję.. a przcież każdy dzień to specjalna okazja.. bo możemy go przeżyć, a nigdy nie wiadomo który dzień będzie ostatnim..
A życie i tak jest piękne :)
W pierwszej fazie zakupów zaplanowany był zakup biurka z tatą. Pojechaliśmy razem do Strzyżowa (oczywiście ja swoim autem a tata swoim :D). Ja pojechałem pierwszy. Podjechałem na parking koło stacji PKP w Strzyżowie, postawiłem auto i czekałem aż tata dojedzie. Przyjechał tata i pokazał mi "wsiadaj do auta". Wsiadłem, zapiąłem pasy i pytam gdzie jedziemy. Tata na to, że do Wojana (czyli z drugiej strony siatki ogrodzeniowej - w sumie aż z 20m :D). Poszliśmy do sklepu pooglądać, ale niestety nie było takiego, które by mi odpowiadało. Powiedziałem, że jedziemy w takim razie do drugiego Wojana. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy.. (czyli praktycznie objechaliśmy jeden budynek dookoła i zaparkowali koło drugiego :D). Tam już zrobiłem zakupy.. i to nic, że pojechałem po biurko a wróciłem z dywanem :D.. Dywan full wypas, pasuje jak ulał do pokoju :D. Po zakupach w Wojanie pojechaliśmy do sklepu motoryzacyjnego.. z 50m dalej :D. Tam opócz filtra, który miałem kupić, kupiłem sobie gaśnicę do auta - 26zł a 5 lat ważności i spokoju... Przypomina mi się jak ostatnio byłem tam kupować akumulator.. Kupiłem z gwarancją na 3 lata.. mimo, że i tak pewnie w przyszłym roku będę zmieniał auto, ale... :). Po zakupach w tym sklepie, stwierdziłem, że pod stację już jakoś dojdę na nogach :D.
Później jeszcze trochę kasy zostawiłem w Strzyżowie na mieście i pojechałem do Wiśńiowej po garnitur. Po drodze wziąłem kuzynkę, żeby pomogła mi wybrać.. A wiadomo jak to z kobietami.. W sklepie weszliśmy na garnitury, pytam się kuzynki, który jej się podoba, pokazała mi jakiś.. Ja tak przyglądam się, odwracam się do niej w celach konsultacji, patrzę a jej już nie ma.. Wiadomo, ta już na spódnicach siedzi :D. W ostatecznym rozrachunku garniaka i tak nie kupiłem, ale za to parę innych rzeczy zamieszkało w mojej szafie :).
Po powrocie do domu w końcu zabrałem się za zrobienie ulotki informacyjnej do pracy.. Pani Lucynka myślę, że będzie zadowolona :).
Później poczytałem trochę... i tak sobie pomyślałem, co bym chciał zrobić, gdybym wiedział, że to ostatni dzień w moim życiu?! W sumie to doszedłem do wniosku, że jest tyle tego wszystkiego.. Tyle rzeczy, które chciałoby się zrobić, a nie robi się, człowiek sobie tłumaczy, że brakuje czasu, pieniędzy itd. Odkłada się marzenia na później.. Czeka się na specjalną okazję.. a przcież każdy dzień to specjalna okazja.. bo możemy go przeżyć, a nigdy nie wiadomo który dzień będzie ostatnim..
A życie i tak jest piękne :)

1 komentarze:
"O marności życia, płomieniu bez granic,
Słabyś, lichy, wiatru się boisz,
Nie zważasz już na nic,
Prosto i nieustannie się palisz,
Jasno, powoli tak zwykle,
Nisko, niepewnie, ciepło i przyjemnie,
Jeden z wielu, w blasku innych tle,
Słabszy od nich, palisz się odmiennie,
Dlaczego właśnie Ciebie to spotkało?
Dlaczego właśnie Ty czasu masz tak mało?
Twój koniec już bliski,
Wypalony życia knot jest niski,
Zgasłeś! Czarny dym unosi się,
Śmierci kosa jednym ciosem Cię musnęła,
Uleciałeś już w górę,
Twe ciało spadło na piach,
Stoją nad Tobą śpiewając chórem,
Widząc jak padłeś; objął ich strach...""
Prześlij komentarz