19 czerwiec 2008

by było lepiej...

Czas biegnie. Ciągnie za sobą zmiany. Zmienia się świat, zmieniają się ludzie, zmienia się wszystko co nas otacza. Czasami zmiany są delikatne i przychodzą stopniowo. Czasami natomiast wszystko dzieje się tak nagle.

W moim życiu zmiany następują obecnie bardzo szybko. Ciągle się coś dzieje. Nowe wydarzenia, nowe obowiązki, nowi ludzie i nowe emocje.

W ostatnim okresie na pewno bardzo się zmieniłem. Sam fakt, że wiele rzeczy, które wcześniej były dla mnie priorytetem teraz niestety musiały zejść na dalszy plan, o tym świadczy. Na wiele rzeczy brakuje czasu, na wiele rzeczy po całym dniu nie ma już sił. Życie idzie do przodu i aby móc dotrzymać mu tempa trzeba być elastycznym na zmiany, a przede wszystkim umieć określić podstawowe cele i priorytety.

Często zdarza mi się tak, że widzę osoby z którymi miałem kiedyś w jakimś stopniu (mniejszym) kontakt. Wtedy zastanawiam się skąd ja tą twarz kojarzę. Z pracy? z ulicy? czy poznaliśmy się gdzieś w życiu..? Cóż, niestety ale tak jest. Widząc codziennie dziesiątki nowych twarzy tak się dzieję. To nie jest tak, że poprzewracało mi się w głowie i nie chce poznawać niektórych osób, czy coś innego. Pod tym względem się nie zmieniłem. Jestem jaki byłem. Zawsze ludzi szanowałem i to się nie zmieniło.

Przepraszam tych, którzy mogli się poczuć urażeni tym, że kogoś nie poznałem lub nie powiedziałem cześć, gdy przechodziliśmy obok siebie na ulicy. Nie złośćcie się o to. Wiem, że teraz ktoś może pomyśleć "a po co mi twoje cześć" lub coś podobnego, ale to nie jest tak, że ja komuś nie chce cześć powiedzieć. Po prostu czasami tak już jest, że ja już sam nie wiem skąd się znamy, a czasami głupio byłoby osobie, którą znam tylko jako klienta/tke powiedzieć cześć na ulicy. Nie chce, żeby ktoś mi zarzucił to, że z kimś się spoufalam lub, że nie mam kultury bo w banku przez pan/pani a na ulicy na Ty walę.

Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. Napiszcie co o tym myślicie.

Pozdrawiam.
macko_k

18 czerwiec 2008

infolinie są zajebiste...

Jakiś czas temu (ze 3 tygodnie) kupiłem notebooka Acer z Vistą. Przywożę go do domu i oczywiście zabieram się za instalowanie wszystkiego co niezbędne. Najpierw wydarłem z pudełka Office, a później zabieram się za instalkę neostrady.

Wsadzam cd od neo, a tu komunikat, że sterowniki są do XP, a nie do Visty. No cóż, nauczony doświadczeniami z poprzednich dzieci Microsoftu, postanowiłem zainstalować te od XP. Cóż, nie udało się. Podłączyłem modem do starego kompa i szukam info i sterowników do Visty. Sterowniki są. Ściągnąłem. Przerzuciłem na pendrive, później na notebooka i próbuje instalować. Niestety, modem nie zainstalowano poprawnie. Dzwonię więc na infolinię neostrady. Coś tam powiedzieli, spróbowałem, nie pomogło, dzwonie raz kolejny, coś tam powiedzieli, nie pomogło. Dzwoniłem chyba z 10 razy, a może i lepiej (stwierdziłem, że może małymi kroczkami, ale jak pozbieram informacje to może ktoś coś nowego powie).

Przypominają mi się tutaj zajęcia z przedmiotu Międzynarodowe Standardy Zarządzania Jakością. Na tym przedmiocie, jedna osoba stwierdziła, że infolinia TP ma takie doskonałe procedury i instrukcje postępowania w razie kłopotów, że klient z pewnością uzyska pomoc.. jasne..

Podczas każdej rozmowy słyszałem jedno, żebym poszedł do jakiegoś punktu z neo i tam dostanę cd ze sterownikami. Każdej osobie mówiłem, że ściągałem sterowniki ze strony TP i ze strony Sagema i że mam najlepsze jakie mogą być, ale nie, bo w salonach mają lepsze. Jednego pana z którym rozmawiałem zapytałem nawet czy te sterowniki ze strony TP są tylko takie ogólne (że niby dla picu), a jakieś lepsze, to że niby mają na płytach w salonie? A on mi na to, że i te też są na stronie, tylko znaleźć nie mogę. Wszystkie moje rozmowy wyglądały podobnie, w jednej tylko nastąpiła różnica. Jeden pan powiedział, że płytka kosztuje 5 zł, a reszta mówiła, że dostanę za darmo.

Po kilku godzinach dzwonienia stwierdziłem, że pójdę jednak do salonu zapytać o to. Cóż, w salonie panowie powiedzieli mi, że mi płytki nie dadzą, bo mają całe komplety, ale żebym przyniósł pendrive albo cd to mi nagrają sterowniki. Na koniec dodali, że mogę też z neta ściągnąć sterowniki. Poprosiłem, żeby wysłali mi linka na maila. Zrobili tak. Cóż, link był do strony Sagema do sterowników, które już miałem.

Niepocieszony tym faktem poszedłem do sklepu w którym kupowałem notebooka. Powiedziałem jaka jest sprawa i że nie chcę Visty, że chcę XP (bo podobno jak się kupuje produkt wyższego rzędu, to legalnie można korzystać z produktu niższego rzędu, pod warunkiem, że się ma go na nośniku - czy jakoś tak - nie pamiętam, tak mi mówiono przy zakupie kompa). Podczas rozmowy tutaj po raz pierwszy zaproponowali mi jakieś konkretne rozwiązania tego problemu. Mimo to poradziłem sobie sam i mam już neo.

No ale nic.. Dzisiaj miałem kolejną przygodę z infoliniami. W XP była taka opcja jak "Automatycznie aktualizuj certyfikaty". I dzisiaj właśnie pojawił się problem gdzie to jest w Viscie. Nie pytajcie po co mi to było, to nie dla mnie ;). Szukałem w systemie, w pomocy, na stronach i nic.. Podzwoniłem po znajomych i nic. Jeden kolega powiedział, żebym dzwonił do Microsoftu.

Dzwonię więc do Microsoftu, mówię w czym mam problem, pan mnie pyta, jaką mam sesję? Ja się zdziwiłem i pytam jaką sesję? A on, że nie sesję tylko licencję :D (źle zrozumiałem). [Heh, przewrażliwienie. Dzisiaj koleżanka mnie ucieszyła, napisała mi maila, że w weekend nie mamy 1 egz i 2 zaliczeń, tylko 1 egz i 3 zaliczenia. Później ja ucieszyłem tą informacją jeszcze parę osób. I wszyscy szczęśliwi :P]. Ale wracając do tematu. Pan pyta o licencję, a ja że OEM, że kupiony system z kompem. A on, że mi bezpłatnie nie udzielają takich informacji. Myślałem, że mi dolna szczęka stół rozbije (mam szklany stół). Pan mi powiedział, żebym dzwonił do producenta.

Dzwonię więc do Acera. Miły, kobiecy głos w słuchawce, wybieram tonowo 3, czekam i rozłączenie. Próbuje ponownie, czekam to samo. Dopiero za trzecim razem ktoś odebrał. Tutaj się już w miarę szybko dogadałem. Powiedzieli mi co chciałem usłyszeć.

Kocham infolinie :P. Dwie godziny z czasu na naukę, zmarnowane...

17 czerwiec 2008

...parę słów...

Podczas oglądania jednego z meczy naszej reprezentacji zażartowałem do taty, że musimy założyć szkółkę Brazylijczyków, którzy mogliby grać w naszej reprezentacji. Przed chwilą wchodzę na Onet i widzę nagłówek Kolejny Brazylijczyk chce grać w polskiej kadrze. Pomysł rzeczywiście ciekawy. Zawsze to jakieś wzmocnienie może i by było. Czy to jednak wypali? Przypominają mi się czasy, gdy pan Ptak (wtedy chyba właściciel ŁKS Łódź) zakładał szkółkę Brazylijczyków bodajże w Piotrkowie Trybunalskim. W końcowym efekcie, o ile się dobrze orientuję, nie wiele z tego wyszlo.

Cóż odpadliśmy w brzydkim stylu. W ostatnich dwóch turniejach, wygrywaliśmy przynajmniej w ostatnim meczu - tak na otarcie łez. Teraz nawet to nie... i to z reprezentacją B Chorwacji... Życie... Niektórzy mają jeszcze gorzej. Pomyślcie jak muszą się czuć Czesi? My przynajmniej mieliśmy prawie "zagwarantowane" odpadnięcie z turnieju przed ostatnim meczem, a Czesi? Prowadząc do siedemdziesiątej którejś minuty 2:0, przegrali 2:3 i bye bye.

Można sobie przyczyny porażki różnie tłumaczyć, ale czy to coś da? Trzeba myśleć o przyszłości. Teraz czekają nas eliminacje do MŚ. Myślę, że awansujemy :). A na pocieszenie po tym turnieju jest fakt, że Anglia nawet nie miała okazji odpaść :D.

Dawno tutaj nic nie pisałem. Nie wiem co mnie wczoraj skłoniło, do napisania postu po pół rocznej przerwie. Chyba piwo :D.

Przez ten okres dużo, a nawet bardzo dużo się zmieniło.

Tak jak pisałem jeszcze przed przerwą, zacząłem pracować. Praca jest dosyć fajna. Podoba mi się. Myślę, że sprawdziłem się w tym co robię, i ja i pracodawca jest zadowolony;).

Jeśli chodzi o szkołę to nic się nie zmieniło. Na razie dalej bez żadnych wtop. Cóż, w ten weekend mam 2 zaliczenia i 1 egzamin. Do nauki chęci brak, więc różnie to może być, ale nadzieja jest zawsze ;) [nawet jak się ma wygrać z Chorwacją i liczyć na Austrię ;)].

Może napiszę tu jeszcze parę słów wcześniej niż za pół roku hehe :)

Do następnego razu ;)

16 czerwiec 2008

i po Euro...

Kibice uciekają z trybun. Po laysy? Nie! Bo Krzynówek strzela.. :P
Kibice chorwaccy drżą z trwogi.. żeby który nie dostał piłką jak Krzynówek strzela :P

I po Euro.. Płakał nie będę. Płakałem dwa lata temu i sześć lat temu. Płakałem co dwa lata od 1992 roku kiedy po olimpiadzie w Barcelonie pokochałem ten sport.

Cóż, wiara wiarą i nadzieja nadzieją. To jednak, że odpadniemy było do przewidzenia :/. Trudno, stało się, życie.. Marzenia musimy odłożyć na kolejne dwa lata.

Przed meczem z Niemcami rozmawiałem z kolegą ze studiów. On zapytał jaki wynik typuje. Ja go zapytałem o to czy mam mu odpowiedzieć jako wierny kibic czy jako realista. Odpowiedziałem jako realista, że 0:2. On mi na to, że typuje 1:1. Ja go zapytałem, a kto niby strzeli tą bramkę dla nas. A on, że fakt, bezpieczniej typować 0:0.

Co czujecie po tych Mistrzostwach?