niedziela, 12 października 2014

Piłka nożna POL-GER 2:0, brawo :)

Moje początki z piłką nożną sięgają roku 1992 i olimpiady z Barcelony. Nasza drużyna narodowa zdobyła drugie miejsce, przegrywając w finale z gospodarzami 2:3. Wtedy mało wiedziałem i rozumiałem z piłki, ale wtedy zaczęło się moje kibicowanie.

Po Barcelonie myślałem, że jestesmy światową potęgą, że jesteśmy jednymi z najlepszych. Kolejne moje lata życia, zainteresowania piłkarskie, śledzenie rozgrywek, zweryfikowało moje spojrzenie. Byliśmy słabi, nie graliśmy na mistrzostwach, co lepszy przeciwnik to lanie.

Punktem kulminacyjnym mojej miłości do piłki nożnej były lata dziewięćdziesiąte świetności Widzewa. Jego fantastyczna gra w Polsce i emocjonujące starcia w Lidze Mistrzów. Fantastyczny talent piłkarski i wartości życiowe Marka Citko, który był idolem wielu młodych chłopców.

Wierne kibicowanie dotyczyło również naszej kadry narodowej, która jednak sukcesów nie miała. Często było blisko, ale zawsze jednak z tymi wielkimi było w plecy. Zastanawiałem się wtedy jak to jest, co czują inni mali, którym się udaje. Zastanawiałem się czy kiedyś się o tym przekonam.

Później udało nam się awansować do Mistrzostw Świata i Europy. Czasami wygrać z kimś większym. Jednak to co wydarzyło się wczoraj to było coś pięknego. Pierwszy raz w historii wygraliśmy z Niemcami. I od wczoraj piszemy nową historię. Brawo piłkarze, dziękuję Wam za te chwile radości. Cudownie włączyć Internet i oglądać te nagłówki.

A jeśli mogę skromnie prosić, chcialbym się przekonać jak czuła sie Grecja w 2004. Powodzenia, trzymam kciuki! :)

sobota, 11 października 2014

Cytaty: Jedną gałązkę...


"Jedną gałązkę łatwo złamać, wiązkę gałązek trudniej"


[Ks. Piotr Pawlukiewicz]

niedziela, 5 października 2014

Początkiem października...

Witajcie.

Już jakiś czas nic nowego nie napisałem, dlatego dzisiaj kilka zdań.

Kiedyś wspominałem o aplikacji Kręć Kilometry, za pomocą której można wykonywać wyzwania związane z jazdą na rowerze. Sam brałem udział w takich wyzwaniach i zostałem mile zaskoczony... Wygrałem kask rowerowy firmy Kross :). Fajnie :).


Ostatnio mało jeździłem na rowerze. Złożyły się na to różne rzeczy. Nie udało mi się niestety zaliczyć również Tatr we wrześniu. Cóż, wszystko sprowadza się do kontuzji kolana. 

Po lipcowym wypadzie w Bieszczady, "rozregulowało" mi się kolano.  Wtedy nie stanowiło to dla mnie problemu, gdyż w miarę szybko przeszło. Jeździłem na rowerze, wszystko było w porządku. Końcem sierpnia, wybrałem się jednak w Pieniny i kolano odezwało się ponownie. Pomimo wspomagania się kijkami trekkingowymi, zejście z Trzech Koron kosztowało mnie kilka grymasów na twarzy. Jednym słowem bolało bardziej niż trochę. Dlatego też kolano było jednym z powodów rezygnacji z Tatr. Nie ma co ryzykować, że nie da rady się zejść. Tatry stoją już tyle lat, to i rok kolejny stać będą. Drugi powód rezygnacji z Tatr  był bardziej przyjemniejszy. Termin proponowanego wyjazdu zbiegł się z terminem weekendu w Polańczyku w hotelu Atrium :)... i to też był przyjemny weekend :).

Cieszą mnie również sukcesy naszych sportowców. Po koszulce w groszki Rafała Majki na Tour de France i zwycięstwie w Tour de Pologne, następne sukcesy Przemysława Niemca, który wygrał etap Vuelta Espana, drugim miejscu Michała Kwiatkowskiego na Tour of Britain, a następnie Mistrzostwo Świata tegoż zawodnika:). To wielkie sukcesy, ale również sukcesy medialne, które z pewnością wpłyną na popularność kolarstwa, czy po prostu jazdy na rowerze. Jednak wśród sportowców nie sposób nie wspomnieć naszych Mistrzów Świata w siatkówce :), a także zdobycie w rekordowym czasie jednej z ośmiotysięcznych gór - Manaslu, przez Andrzeja Bargiela :). Moje serce pełne dumy z bycia Polakiem :).

A teraz powoli sezon rowerowy będzie dobiegał końca. Pewnie październik, może początek listopada i przynajmniej do lutego/marca rower przejdzie na zimowy sen. 

Wczoraj, po chorobie (która nie do końca ustąpiła) i dłuższej przerwie wskoczyłem na rundkę na mojego B4. Organizm dostał swoją dawkę emocji i od razu poczułem się lepiej. Poczułem się radośniejszy. Wygląda na to, że po prostu organizm potrzebuje trochę sportu od czasu do czasu i to przekłada się na lepsze samopoczucie. Dlatego myślę, że pewnie będzie trzeba na zimne dni powrócić do biegania, a na zimę może coś z nartami... I dlatego właśnie kupiłem sobie narty. Tak na próbę, żeby przekonać się czy będzie mi się podobać i czy z kolanami będzie ok. Jednak podobne obawy o kostkę miałem jak kupowałem buty do biegania... i dałem radę ;). Teraz też dam :).



Słoneczna, ciepła niedziela :)

Pozdrawiam :)