Moje początki z piłką nożną sięgają roku 1992 i olimpiady z Barcelony. Nasza drużyna narodowa zdobyła drugie miejsce, przegrywając w finale z gospodarzami 2:3. Wtedy mało wiedziałem i rozumiałem z piłki, ale wtedy zaczęło się moje kibicowanie.
Po Barcelonie myślałem, że jestesmy światową potęgą, że jesteśmy jednymi z najlepszych. Kolejne moje lata życia, zainteresowania piłkarskie, śledzenie rozgrywek, zweryfikowało moje spojrzenie. Byliśmy słabi, nie graliśmy na mistrzostwach, co lepszy przeciwnik to lanie.
Punktem kulminacyjnym mojej miłości do piłki nożnej były lata dziewięćdziesiąte świetności Widzewa. Jego fantastyczna gra w Polsce i emocjonujące starcia w Lidze Mistrzów. Fantastyczny talent piłkarski i wartości życiowe Marka Citko, który był idolem wielu młodych chłopców.
Wierne kibicowanie dotyczyło również naszej kadry narodowej, która jednak sukcesów nie miała. Często było blisko, ale zawsze jednak z tymi wielkimi było w plecy. Zastanawiałem się wtedy jak to jest, co czują inni mali, którym się udaje. Zastanawiałem się czy kiedyś się o tym przekonam.
Później udało nam się awansować do Mistrzostw Świata i Europy. Czasami wygrać z kimś większym. Jednak to co wydarzyło się wczoraj to było coś pięknego. Pierwszy raz w historii wygraliśmy z Niemcami. I od wczoraj piszemy nową historię. Brawo piłkarze, dziękuję Wam za te chwile radości. Cudownie włączyć Internet i oglądać te nagłówki.
A jeśli mogę skromnie prosić, chcialbym się przekonać jak czuła sie Grecja w 2004. Powodzenia, trzymam kciuki! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz